KSIĘGA GOŚCI
adopt your own virtual pet!
RSS
wtorek, 23 czerwca 2009
Patrzę na linki, które tu wrzuciłam dawno temu, patrzę na layout, potem patrzę dookoła na bzdury na biurku i się załamuję. Po obronie zrobię chyba jakieś oczyszczanie przestrzeni tutaj i w domu, na pewno jakaś filozofia mówi o tym, że tak trzeba.

Wróciłyśmy w niedzielę z Lizbony. Szkoda, że tak późno się zorientowałam, jak wielką frajdę może mi sprawiać bycie w tym kraju. Jeszcze nie doszłam do siebie i co jakiś czas odlatuję myślami, co nie wróży dobrze dzisiejszej rozmowie kwalifikacyjnej czy jutrzejszej obronie, ale co tam. Korn spytał mnie przed wyjazdem o trzy rzeczy, które najlepiej zapamiętam z pobytu. Podałam głównie jedzenie, co w pewien sposób pokazuje, jak pracuje mój umysł, ale to nie do końca prawda. Oglądam zdjęcia po raz drugi, potem po raz dziesiąty i moje top 3 się zmienia. Za dobrze było, kurde.
09:37, ancinhagua
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 maja 2009
Ciekawe, co sesja robi z ludźmi. Doprowadza ich do skraju wyczerpania, wywołuje ćpuńskie wizje i przypomina o dobrych sprawdzonych formach zabijania czasu. Dlatego piszę. Liczę, że jak przestanę, to mnie olśni, skupię się w końcu na portugalskim i zacznę się uczyć. 

Z perspektywy czasu nie wiem, czy dużo się u mnie zmieniło czy nie. Miałam rude włosy, kupiłam dużo dobrych płyt, napisałam licencjat, zaczęłam odróżniać wymowę słów "vêm" i "vêem", zasadziłam nowe kwiatki na balkonie, padły, zasadziłam kolejne, zapisałam się na siłownię po raz kolejny. Karola powiedziała mi wczoraj, że jestem bardziej cierpliwa. Jeśli mam jej uwierzyć, to jest to chyba jedyna bardziej znacząca zmiana. 

W każdym razie, jak teraz patrzę na tego bloga, to najchętniej bym go przeniosła w inne miejsce, jakieś ładniejsze. Myślałam, że nie mam do niego większego sentymentu, ale jak teraz znowu sobie tutaj piszę, to wydaje mi się, że chociaż ze względu na całokształt zasługuje na lepsze traktowanie.
17:17, ancinhagua
Link Komentarze (4) »
czwartek, 18 września 2008
Nie doniosłam niczego na Pudelka, więc może i dlatego dostałam ładne referencje, które schowałam głęboko, głęboko, żeby zapomnieć na trochę o pracy i przypomnieć sobie o wakacjach. Ale teraz czuję się tak, jakbym żyła w przedłużonej niedzieli - niby nic nie muszę, niby nadal wolne, ale to ostatni dzień przed poniedziałkiem, więc choćbym nie wiem co robiła, to nie cieszy. Moim poniedziałkiem jest powrót na iberystykę, którą kocham i nienawidzę jednocześnie. Kochałam ją najbardziej pracując i udając mądrzejszą niż jestem, kiedy marzyłam o siedzeniu w ławce i szkolnych bazgrołach w zeszycie.

Nie umiem mówić po portugalsku. Boję się do siebie odezwać nawet w myślach żeby nie poczuć, jak bardzo brakuje mi słów. Minęło 8 miesięcy.

Boję się zajrzeć do notatek żeby sobie nie uświadamiać, jak jest źle. Tym sposobem siedzę w tym niedzielnym stanie, nie mogąc sobie ani tej niedzieli uprzyjemnić ani sprawić, żeby ten cholerny poniedziałek był łatwiejszy.

Za to zostałam fanką wampirzych opowieści. I gotuję. I naprawdę bardzo się staram jeszcze ten czas wykorzystać.
16:56, ancinhagua
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 sierpnia 2008
Odliczam dni do piątku. Wyszukuję miejsca, gdzie w Kraku mogą mi dać malinowe mojito. Odkrywam w sobie na nowo talenty pisarskie z czasów, kiedy pisałam bajki autobiograficzne o krainie wiecznej szczęśliwości, w której wszystkie dzieci mają chomiki. Potem podsuwałam te bajki rodzicom jako niewinna sugestia tego, jak piękny będzie nasz świat z nowym chomikiem w rodzinie. Musiałam być dobra, bo działało. Jednym z moim obecnych zadań jest pisanie na właśnie takim poziomie, tylko że teraz jest to kraina wiecznej nieszczęśliwości zwana planem zdjęciowym.

Ale nie ma tego złego.. Dysponuję taką ilością pikantnych historii, że mogłabym samodzielnie przez tydzień redagować Pudelka. 

Ale to wszystko do piątku.. Czeka nas genialny pobyt na Coke Festival, którego większość, mam nadzieję, spędzimy w klubowym namiocie Burn'a. Będzie cudownie i nie zabiorę ze sobą telefonu.

I znowu kolejni cudowni ludzie wyjeżdżają z Polski. Znowu daleko. Nie jestem szczęśliwa ani trochę z tego powodu, bo mam piekarnik i naprawdę bardzo chcę się nim chwalić ile się da i to jak największej ilości osób.


18:23, ancinhagua
Link Komentarze (1) »
środa, 23 lipca 2008
Żyję. Bardzo szybko. Najbardziej przeraża mnie to, że powoli zaczynam zapominać, jak wyglądają ulice Oxfordu. Takie białe plamy w miejscu, gdzie pewnie był sklep z oliwkami albo księgarnia. No ale teraz tylko do siebie mogę mieć żal, że będąc tam myślałam, że robienie zdjęć każdej pojedynczej ulicy jest głupie.

A tak poza tym, to jest dobrze. Karola ma nową pracę, już w zawodzie bliższym wymarzonemu, ale wszystko jest w fazie 'może'. I dobrze, jest jeszcze czas na deklaracje. Żyję od godziny 17 do 9, a w międzyczasie pracuję robiąc najdziewniejsze rzeczy pod słońcem. Powiem tyle - już wiem, czemu w Na Wspólnej puszczają pięciominutowe scenki zachwalające Neostradę - to strasznie dużo kosztuje i każdy producent to lubi. Reszta świata już niekoniecznie, ale kto by się resztą świata przejmował, kiedy chodzi o 'deal'. Więcej nie napiszę, jestem teraz bardzo profesjonalna i noszę szpilki, więc obowiązuje mnie tajemnica zawodowa.

Mimo pracy odkrywamy nowe metody wykorzystania wolnego czasu - malinowe mojito. I malinowe mojito.
16:17, ancinhagua
Link Komentarze (1) »
środa, 28 maja 2008
Ostatni tydzień w Anglii. Podróżujemy jak prawidziwi Japończycy, jedno miasto na dzień, z tą różnicą, że przy wyborze miast dużą wagę przywiązujemy do faktu, czy mają tam Revolution z malinowymi mojito. W Cambridge mają. Razem z dress code: No Burberry. Wyjaśnienie tej kwestii wymaga długiego wykładu kulturoznawczego i jest to całkiem uzasadnione, ale nadal szokujące. Skończyły się rządy beżowej kratki.

Jeszcze nie wiemy, co zaliczymy jutro - mroczną katedrę czy zupełnie niemroczne designerskie centrum handlowe, które dostało masę nagród za architekturę. Ci, którzy mnie znają wiedzą, co obstawiam, ale zaznaczam, że katedra też jest super i grzecznie ją będę podziwiać.

I nie mam pojęcia, po jaką cholerę mają tu same ronda na ulicach. Ale i tak jest genialnie.
23:16, ancinhagua
Link Komentarze (1) »
środa, 14 maja 2008
Wróciłam z Leeds parę godzin temu i już chcę tam wracać. Zaliczyłam tam najlepszą imprezę ostatnich lat, pokochałam drinki z kofeiną za funta i mojito w Revolution, tańczyłam do supertandetnej muzyki, a wiadomo, że im tandetniej tym zabawniej.

Do tego zwiedziłyśmy kawałek Anglii i Szkocji obgadując owce po drodze i narzekając na Glasgow. Ale znalazłyśmy tam katedrę pod wezwaniem Świętego Tuńczyka, więc bilans dla Glasgow i tak wychodzi na plus. Polecam gorąco Edynburg - szkocka krata rządzi i mają tam supermroczne mgły. W Whitby flirtował z nami kasjer z muzeum i dał nam audiozestawy za darmo - należy powiedzieć, że jest się z Polski i ładnie się uśmiechnąć, pan potem powie blablablawalesablablablakrakow i wtedy też należy się uśmiechnąć i już.

No ale teraz jestem z powrotem w Oxfordzie i nie zaczęło się jakoś super. Okazało się, że Yanick od pięciu dni nie miał nic do jedzenia bo skończyła mu się kasa na koncie i nie mógł się dodzwonić do taty, więc normalnie głodował. Nikt mu nie pomógł, a prosił. Wszystko fajnie, mam tu często niezły ubaw, ale jakbym się przekręciła gdzieś w kącie na dywanie to nie wiem, czy ktoś by się specjalnie przejął. Nawet nie chcę tego opisywać w szczegółach - po prostu smutne jak cholera..
23:10, ancinhagua
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 kwietnia 2008
Jest coraz cieplej i coraz piękniej. Założyłam bluzkę bez rękawów i nie mam zamiaru się jeszcze przejmować, że muszę się w końcu zacząć przygotowywać do egzaminu, na którym będę musiała napisać, czemu Volkswagen jest super, czemu GM jest do dupy i co bym zrobiła, gdybym była CEO VW. Nosiłabym zajebieste ciuchy, to bym zrobiła. Ale muszę jeszcze to jakoś rozwinąć.

Brakuje mi gotowania.. Brakuje mi bardzo.. Ale nie ma na to szans w naszej traumatycznej kuchni. Tęsknię za moim piekarnikiem. Myślę, że kupię mu jakies ładne foremki w kształcie koali albo innej żyrafy.
18:39, ancinhagua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 kwietnia 2008
Dowiedziałam się dziś, że te trzy kaczki, które od jakiegoś czasu przychodzą pod moje okno to nie są jedyne kaczki we wsi. Elise pokazała mi raj na ziemi w wydaniu oxfordzkim i stamtąd zapewne te kaczki i jelenie zaczęły przychodzić pod akademik. Nie mogę się doczekać aż zrobi się cieplej, przestanie padać grad/deszcz/śnieg w najmniej oczekiwanych momentach i będę mogła czytać książki w parku, nosić okulary przeciwsłoneczne i moje nowe buty w sowy.

Ale żeby to zrobić, to muszę jeszcze takiej pogody dożyć. A nie jest to takie pewne w obecnych okolicznościach, które przykłuły mnie do komputera w poszukiwaniu dowodów, dlaczego EMI jest do dupy i dlaczego inaczej zarządzałabym tą firmą. Nie umiem zarządzać moimi kosmetykami na półce, a co dopiero jakimś EMI. Kurde.
17:22, ancinhagua
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 kwietnia 2008
Przechodzimy ciężki okres przygotowań do kryzysu, który nastąpi jutro - odłączają net na uniwerku i w akademikach na dwa 26 godzin. Ciężkie czasy przed nami. Yanick przedłużył pobyt w Londynie, Elise nie wie, czy nie powinna od rana zająć sobie miejsca w Starbucksie, bo prędzej czy później i tak wszyscy wylądują w kawiarniach z wi-fi, bo ile można wytrzymać na głodzie. Osobiście przechodzę fazę zaprzeczenia i uznaję, że to po prostu się nie wydarzy. Świat bez Pudelka to nie jest miejsce, w którym chcę być choćby przez 26 godzin.

Biegałam. Biegałam normalnie po parku. I to po raz kolejny. Otaczają mnie wiewiórki i znowu czuję się, jakbym miała za chwilę stanąć w kółku z innymi szczęśliwymi ludźmi i śpiewać "Good morning sunhine".
16:25, ancinhagua
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 marca 2008
Kiedy odpoczynek od normalnego życia okazuje się o wiele za dobry, zostają po nim zawsze pustka i świetne zdjęcia. Nie dość, że w Polsce miałam do dyspozycji 6 rodzajów ciast, to na dodatek do Oxfordu wróciłyśmy razem z Karolą, żeby spędzić jeszcze trochę czasu razem. Dziś wyjechała już do Leeds i wszystko trzeba układać od nowa. Odniosłam drugie krzesło do kuchni, na miejscu jej walizki postawiłam z powrotem rozłożony parasol, żeby zajął choć trochę miejsca w tym nienormalnie dużym pokoju, jutro doładuję konto na komórkę. 

To nie tak, że się rozklejam, nic z tych rzeczy. Obie mamy sprawy do załatwienia, prace do napisania, a potem jedziemy razem na podbój Szkocji, ale po prostu nie zawsze dobrze sobie radzę ze zmianami, nawet tymczasowymi. 

Zjadłam już pół paczki Jelly Beans, wybacz. Ale zaraz je schowam w jakieś ciemne miejsce, do którego trzeba ruszyć tyłek.
16:36, ancinhagua
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 marca 2008

Od przyjazdu do Polski nie widziałam ani jednej dziewczyny w Uggach. Już ten jeden fakt sprawia, że czuję się cudownie domowo. Do tego zaliczyłyśmy już kawę z sieciówki i bigos. Nie rusza mnie nawet fakt, że mam śnieg na chodniku i moje trampki średnio się tu sprawdzają.

Tak bardzo chcę dobrze wykorzystać te dwa tygodnie w domu, ale nie za bardzo wiem, co to znaczy dobrze. Czy mam się maksymalnie obijać a la kieleckie wakacje, czy mam starać się nadrobić wszystkie możliwe polskie zaległości typu kolejka w mięsnym, kino ze słonym popcornem (a nie tym słodkim angielskim obrzydlistwem), przejażdżka do babci autobusem nr 2 i spacer po sienkiewce? Nie wiem, nie wiem.

11:16, ancinhagua
Link Komentarze (1) »
środa, 12 marca 2008
Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Czy będziesz bardzo zła na mnie za to, że nie obczaiłam jeszcze, gdzie mogę Cię jutro zabrać na zwiedzanie miejsc, które nie są nudne i nie są muzeami? Pójdziemy na kawę, pokażę Ci gdzie mam zajęcia, zaprowadzę Cię pod moje ulubione różowe drzewo i pokażę, gdzie robią napoje ze zmielonymi Ferrero Rocher.

A potem przemycimy wino do pokoju i może nawet zabierzemy Jordanowi patelnię i coś ugotujemy. Albo zrobię Ci moją ulubioną bagietkę w wydaniu studenckim, jak tylko chcesz.
22:05, ancinhagua
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 marca 2008
A prawda jest taka, że Kanadyjczycy umieją robić świetne kurczaki na fajitas, ale kiedy reszta zostanie przyrządzona przez maksymalnie nielatynoskie towarzystwo, to kolacja wychodzi co najmniej oryginalnie. Miało być po meksykańsku, ale nie mogłyśmy się powstrzymać i dodałyśmy 'triple chocolate fudge cake' co brzmi równie grzesznie jak smakuje. Ale to było tydzień temu, całe wieki.

Ten tydzień mija bardziej kulturalnie, bo mamy tu festiwal filmowy z brazylijskim 'favela rising' i libańskim 'karmelem'. Cudo. I poczułam się dziwnie dowartościowana moimi iberyjskimi studiami, bo wiedziałam o co chodzi z tymi latawcami w Rio.

Prowadzimy rozmowy o pojęciu rozwiązłości w Kongo, rytuale parzenia herbaty w garnku o tej samej porze każdego dnia, faktycznej atrakcyjności gejzerów dla Islandczyków (żadna) i o przewadze polskiego jedzenia nad angielskim. I o tym, co trzeba zrobić, żeby podpisać się pod petycją o niezależność Quebecu.
17:33, ancinhagua
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 lutego 2008
Powrót do rzeczywistości nie jest łatwy, właśnie w kuchni spotkałam trzech pijanych facetów, z których jeden leży na kanapie i ma tyłek wysmarowany pianką do golenia. Nie wiem, jak opisać pobyt w Leeds, żeby nie pisać 'banałów' typu było cudownie czy było rewelacyjnie. Ale było, cóż, zostają mi banały ;) Chodziłyśmy po mieście i zachwycałam się wszystkim, co widziałam, i to szczerze - tym, że Karola ma tańsze chlebki pita, lepszą kawę, szerokie deptaki, wielką bibliotekę z czerwonej cegły i równie duże gołębie jak ja w Oxfordzie. Skoro potrafią podobać mi się gołębie, to jest to poważny wskaźnik mojego stanu emocjonalnego.

A tak w ogóle, to oszalałam na punkcie Tegan&Sara, uważam, że powinnam znowu zapuścić włosy, żeby znowu zmienić fryzurę, liczę dni do przyjazdu Karoli i zastanawiam się, czy zrywanie żonkili jest tu nielegalne i skąd mogłabym wziąć wazon. Ogólnie, jest naprawdę dobrze.

08:35, ancinhagua
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20